Blog > Komentarze do wpisu
Ojciec w poradnikach (i czasem matka)

Nieczytanie poradników, które w ramach walki z nałogiem udało mi się praktykować przez ostatnie kilkanaście miesięcy, może mieć poważne konsekwencje. Doświadczyłam tego osobiście, kiedy 8,5 miesiąca temu wylądowałam niespodziewanie na sali operacyjnej. Pani pielęgniarka zapytała czy wyraziłam zgodę na pobranie krwi pępowinowej. A co to właściwie jest? - zapytałam. I była to zła odpowiedź, dlatego krew nie zostałam pobrana. A wystarczyło regularnie zapoznawać się ze stronami: Jak to jest być w ciąży oraz Będziesz mamą!.

Czytanie jednak poradników dotyczących ciąż, dzieci, jak również zakup popularnych pozycji książkowych dla pociech oraz zapoznawanie się z najnowszymi trendami w dziedzinie podziału ról w związkach może okazać się zbyt dużym wyzwaniem dla wątłego umysłu młodej matki. Może też wyjść na jaw, że matka nie sprostała wymaganiom współczesności, jeśli chodzi o budowanie nowoczesnego związku lub jest po prostu głupia.

Ostatnio jednak wpadło w moje ręce kilka książek, względnie pojawiły się przed moimi oczami artykuły, którym nie mogłam się oprzeć, dzięki czemu doznałam oświecenia w kwestii współczesnych trendów w wychowaniu oraz podziału ról w relacjach damsko-męskich i kilku innych.

1)      Pomocy, jestem tatą, to książka Leszka Talko – sympatycznego i dowcipnego felietonisty Dużego Formatu. Dla potrzeb tego wpisu podzielę książkę na dwie części. Pierwsza część niniejszego „nie poradnika” opisuje ciekawie, co się staje z kobietą, kiedy ta zostaje matką. Po pierwsze kobiety w ciąży lub młode matki, nie potrafią nalewać benzyny do baku samochodu (jest to dość naturalne, ponieważ kobiety są bardziej emocjonalne od mężczyzn, co jest w końcu oczywiste). Mimo to pierwszym marzeniem kobiety po narodzeniu dziecka jest posiadanie samochodu (nie pamiętam, czy zostało doprecyzowane, czy młoda matka potrafi prowadzić samochód). Nie można jej odmówić tej zachcianki, nawet jeśli rodziny na nią nie stać, ponieważ się rozpłacze. Ponadto nieustannym marzeniem młodej matki jest szprycowanie swojego dziecka antybiotykami. Jeśli tego nie robi, popada w depresję. Żeby wiedzieć, na jakie choroby dziecko może potencjalnie zapaść, matka nieustannie czyta przeróżne poradniki i próbuje sprostać oczekiwaniom, jakie one lansują. Matki sypiają ze swymi dziećmi do ukończenia przez nie czternastu lat. Zaraz po porodzie natomiast całkowicie tracą zainteresowanie swoim partnerami. Ci natomiast szukają pocieszenia u atrakcyjnych koleżanek z pracy, które doceniają ich, jako ojców. W drugiej części „nie poradnika” następuje opis tego, jak to jest być ojcem. To zadanie bywa trudne. Przewagą bycia ojcem nad byciem matką jest to, że ojciec rzadko bywa kompletnie pozbawiony mózgu. No i w ogóle ta druga część jest bardzo śmieszna.

2)      Joanna Drosio-Czaplińska opublikowała w tygodniku Polityka artykuł „Ojcostwo to nie tacierzyństwo”. Jest to bardzo ciekawy artykuł, który pokazuje, jak niebezpieczne w skutkach jest równouprawnienie między kobietą a mężczyzną w opiece nad dziećmi. Prowadzi ono do tragicznych konsekwencji. Dziennikarka opisuje mrożące krew w żyłach historie jaskrawo obrazujące, że zamiana ról w opiece nad dziećmi skutkuje rozpadem związków, u którego podstaw leży brak seksu. Stąd, jak twierdzi, powrót do tradycyjnego modelu rodziny, w którym on, jak rozumiem, pracuje, ona natomiast zajmuje się domem. Przy okazji: Leszek Talko w swojej książce dokonał ciekawej obserwacji. Mianowicie: U boku steranych życiem, zaniedbanych, pozbawionych woli i bitych przez własne dzieci matek  z programu „Superniania” stoją niezainteresowani własnymi dziećmi ojcowie - pracoholicy. Już wiemy, skąd to się bierze: taki model bowiem gwarantuje dobry seks. Tę teorię potwierdza prof. Zbigniew Lew Starowicz utrzymując, że ludzie, którzy robią wszystko razem, przestają być dla siebie atrakcyjni. Przyszło mi do głowy, czy przypadkiem „dobry seks” w tym kontekście nie jest synonimem nekrofilii. Z mojego bowiem doświadczenia po całodziennej samotnej opiece nad jednym dzieckiem, kobieta zazwyczaj „pada trupem”. Jeśli ma dwójkę to pada trupem do kwadratu, a jeśli trójkę, to do sześcianu. No, ale co pokolenie, to nowa moda na praktyki seksualne. Pani Drosio Czaplińska cytuje również znanych i lubianych ojców, m.in. Wojciecha Kuczoka lub Grzegorza Kasdepke, którzy opisują swoje zmagania z ojcostwem.  Do poparcia swoich hipotez używa też precyzyjnych naukowych twierdzeń, takich jak „zgodnie z psychologicznymi regułami, rzeczywisty czas ojca nadchodzi później” czy też „Z badań nad cielesnością wiadomo, że mężczyźni, zwłaszcza Ci z Europy, a już szczególnie wschodniej, bardzo źle a często zupełnie nieświadomie, reagują na ciało dorastającego syna (chętnie bym sobie poczytała te badania z których wynika, że np. Japończycy i Kanadyjczycy w przeciwieństwie do Europejczyków lubią ciała swoich dorastających synów, ale nie ma żadnego odnośnika). Są też ciekawe wywody logiczne:

W naszej kulturze głęboko ugruntowało się, że syn ma osiągnąć nieco więcej w dziedzinie, (…) którą wybrał ojciec. Szczęśliwie nowe myślenie o ojcostwie, nie jako o dublowaniu matki, daje szansę na wyjście z tych wzajemnie toksycznych zobowiązań.

Czyli, jeśli ojciec bierze równy z matką udział w obowiązkach domowych lub przejmuje jej rolę w opiece nad dzieckiem, to prowadzi to do toksycznej sytuacji, w której syn próbuje osiągnąć więcej w dziedzinie, którą wybrał ojciec (np. sprzątanie, gotowanie i zmiana pieluch). Ogarnięty manią sprzątania i gotowania syn i stojący nad nim z groźną miną ojciec: Ja myłem wszystkie okna w domu w dwie godziny!. Spróbuj pobić mój rekord! – rzeczywiście, aż strach pomyśleć, do czego też może dojść!

Pani Drosio Czaplińska nie tylko publikuje takie rewolucyjne artykuły w tygodniku Polityka, ale również wydała książkę - wywiady (Jestem tatą!) z takimi znanymi ojcami, jak m.in. Szymon Majewski, Zbigniew Lew-Starowicz czy Ryszard Petru. Jeszcze nie zapoznałam się z tą pozycją, ale jej lektura rzeczywiście musi być przednia.

3)      Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela Grzegorza Kasdepke zakupiłam po promocyjnej cenie w Rossmannie. Książka wydana przez Narodowe Centrum Kultury, czyli, jak podejrzewam, przynajmniej w części finansowana z pieniędzy podatników. Trudno było się oprzeć, bo i cena promocyjna i Ryszard Petru poleca. Poza tym był to prezent dla siostrzenicy (córki ekonomisty), żeby zapoznała się z podstawowymi pojęciami z ekonomii. Siostrzenica z zainteresowaniem przysłuchiwała się lekturze. Pojęcia jednak zapamiętała dwa:

  • Zyski – miłe kuleczki (Tato, tato – kupisz mi zyska? Jest taki sympatyczny!)
  • Fiskus – groźny stwór przypominający psa. Można jednak go (bodajże) wytresować (Tato, ja strasznie nie lubię tego niemiłego Fiskusa!)

Ryszard Petru też z pewnością czyta tę ubogacającą książkę swym pociechom. A jak tylko osiągnie sukces w polityce, wytresuje Fiskusa, odchudzi go, żeby był mniej groźny, zmniejszy wydatki na szkolnictwo, naukę i kulturę. I żadne dziecko już nie będzie się bać. Kto by tam zresztą lubił szkołę.

Hm...Tylko skąd Narodowe Centrum Kultury weźmie środki na wsparcie kolejnej pozycji książkowej dla dzieci promującej neoliberalną ekonomię...

 1. L. K. Talko, Pomocy, jestem tatą!, znak 2015

 2. G. Kasdepke, Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela, Narodowe Centrum Kultury 2014

 3. J. Drosio-Czaplińska, Ojcostwo to nie tacierzyństwo, tygodnik Polityka 24 czerwca 2015

Życzę miłej lektury!

piątek, 26 czerwca 2015, baltazara.jelicka

Polecane wpisy

  • Pochwała niekonsekwencji

    Już prawie dwa lata minęły, a żaden nowy wpis na blogu mym się nie pojawił. Brat się wypiął i stwierdził, że nie będzie wspólnie ze mną bloga pisał, bo jest zaj

  • Marii w brzuchu rośnięcie, Macieja - poety nadęcie

    Kiedy to moje narodzenie niedochodziło do skutku nawet w perspektywie najbliższych miesięcy, a mewy nad GdańskąZatoką znudziły się już nieco układaniem swych ci

  • Marii Narodzenie

    Ja, Maria, Maria Magdalena jestem piękną dwudziestodziewięcioletnią blondynką. Wyglądam mniej więcej tak: Urodziłam się w grudniu prawie dwadzieścia lat przed

  • Kara i konsekwencja

    Witam,O karze pisano już wiele. Ja natomiast chciałabym się skupić na różnicy między konsekwencją i karą oraz pokazać dlaczego to pierwsze jest lepsze od drugie

  • Urodzaj!

    Poranek w łazience. Ja: - A co za łobuziak grzebie mi w kosmetyczce?? Zosia (umykając z tuszem w dłoni): - Pożicziłam tylko. :-D A ja się znowu wzruszam, bo to